Zaczyna do mnie docierać, że mam synów, a to nie to samo co mieć dzieci - potomstwo różnych płci. Moja codzienność sprowadza się do chłopczyko-chłopięco-męskich rozmów, gier, mody, żarcia, problemów. Z całych sił staram się zrozumieć ich męski świat, jednak wraz z dorastającym potomstwem zajmuje mi to coraz więcej czasu.
Kiedyś wystarczyło wytrzeć gila spod nosa, przyłożyć łyżkę do guza, opatrzyć stłuczone kolano, zawieźć do chirurga na założenie gipsu po upadku z drzewa lub szwów po rozcięciu ręki, połatać ciuchy.
